„Serce w nas pałało, kiedy rozmawiał z nami i Pisma nam wyjaśniały… wrócili rozradowani.”

Łk 24, 32n

Te słowa z Ewangelii Łukasza zapewne powtarzają wszyscy ci, co wrócili z Rzymu po beatyfikacji Jana Pawła II. Ojczyzna nasza przeżywa dni radości i chwały! Gaude Mater Polonia! Melodia tego starożytnego hymnu zda się rozbrzmiewać w tych dniach w tysiącach polskich serc, wypełniać dom Ojczyzny.

Nic to, że było zmęczenie, że trzeba było więcej niż dwie doby spędzić w autokarze, że nie było wygodnych miejsc i utrudnione dojście. Ponad milion ludzi z całego świata przybyło na tę podniosłą uroczystość. Msza św. beatyfikacyjna rozpoczęła się 1 maja o godzinie dziesiątej. Już od wczesnych godzin wieczornych dnia poprzedniego ulica prowadząca na plac Św. Piotra, czyli Via Cocilliazione wypełniła się pielgrzymami. W niezliczonej rzeszy pielgrzymów można było spotkać przedstawicieli wszystkich kontynentów, co jest żywym dowodem na to, że kult Jana-Pawła jest obecny na całym świecie. Najwięcej było Włochów i Polaków. Biało-czerwone flagi powiewały dumnie na wietrze.

Jak przez lata pontyfikatu rzesze wiernych przychodziły, by modlić się z Janem-Pawłem i za Niego, tak teraz przybyły, aby modlić się o Jego wstawiennictwo. Większość pielgrzymów przybyłych do Rzymu czekała całą noc, by wejść na plac św. Piotra, który został otwarty tuż po godzinie 5.30. Zresztą i tak nie wszyscy weszli, wielu musiało pozostać poza. Dzięki telebimom mieli jednak łączność z ołtarzem. Była też możliwość przejścia obok trumny z ciałem Błogosławionego, która była wystawiona w bazylice, z czego również skorzystaliśmy. Prawie pięć tysięcy wolontariuszy pomagało w organizacji ceremonii beatyfikacyjnej. Wróciliśmy rozradowani…

A teraz nieco historii – jak się to wszystko zaczęło?

Bo przecież nie wszyscy pamiętają. Był dzień 16 października 1978 r. Dzieci, które się wtedy urodziły, są już dzisiaj dorosłymi ludźmi i liczą sobie 33 lata. Mówi się o nich i o młodszych – pokolenie Jana Pawła II.

To był czas PRL-u. Był wtedy mur berliński, żelazna kurtyna dzieliła Europę. Były telefony na korbkę, była bieda, wszystko szare i propaganda, że u nas najlepiej. Religia była tylko przy kościele, a wszystko miało być bezbożne.

Aż tu nagle, w bezbożnym Polskim Radiu, w godzinach nabożeństwa różańcowego słychać komunikat, że z kominka nad Kaplicą Sykstyńską poleciał biały dym. Habemus Papam! Mamy Papieża! A jest nim kardynał Karol Wojtyła z Krakowa. Niemożliwe! W radiu zawsze kłamali…

Możliwe! Zobaczyliśmy go w telewizji. Tak, to ten z Krakowa! Mówił do nas po polsku. Dzieci nie uwierzą, co się wtedy działo. Ludzie poszaleli. Śpiewali, tańczyli, płakali, modlili się w kościele, w autobusach, w pociągach. Tylko niektórzy byli przerażeni – co teraz będzie?

Siostra Magdalena wyśpiewała piosenkę „List do Papieża”

Bo trzeba, żebyś wiedział na swoim Watykanie, że u nas już niejeden zawiesił krzyż na ścianie.

Świat się pytał: Gdzie to jest ta Polska? Czy to to samo, co Moskwa? Tyle o nas wiedzieli. Skąd są tacy ludzie, co mają taką mądrość, serce ogromne i wielkie ręce, które chcą objąć cały świat?

A mówili prorocy, że przyjdzie czas, kiedy Polak będzie Papieżem.

Słowacki pisał:

„Pośród niesnasków Pan Bóg uderza

w ogromny dzwon.

Dla słowiańskiego oto Papieża otwarty tron…”

A oto 1 maja 2011 roku. Benedykt XVI w swojej homilii wyraźnie podkreślił, że tu czuć obecność Jana-Pawła II. To był papież nadziei. Na nowo zaprosił nas do tego, aby otworzyć drzwi Chrystusowi. Dobrze się stało, że wybrzmiały mocno słowa o tym, że nadzieję próbowano odebrać Kościołowi i oddać w domenę laickich ideologii. Papież Polak, który doświadczył totalitaryzmu marksistowskiego, wiedział, ze ideologia marksistowska nie może nieść ze sobą żadnej nadziei… Ten znakomity syn narodu polskiego – mówił Papież – pomógł chrześcijanom na całym świecie, by nie lękali się być chrześcijanami, należeć do Kościoła, głosić Ewangelię. Jednym słowem: (To zdanie powiedział Papież po polsku) pomógł nam nie lękać się prawdy, gdyż prawda jest gwarancją wolności.

Kaplica św. Sebastiana w bazylice św. Piotra w Watykanie stała się nowym miejscem pochówku błogosławionego Papieża Jana Pawła II. Św. Sebastian, nie chcąc wyrzec się Chrystusowej wiary, odrzucił godności i bogactwo i dokonał żywota jako męczennik.

Napisał ktoś, że Jan Paweł II poślubił krzyż. Nigdy nie zapomnę obrazu z Wielkiego Piątku, kiedy nie mogąc już bezpośrednio uczestniczyć w Drodze Krzyżowej, udał się do swojej kaplicy, objął krzyż i trzymał go w ramionach aż do końca nabożeństwa. Obejmował krzyż w taki sposób, w jaki małżonek obejmuje swoją żonę. (prof. Mario Agnes, badacz historii chrześcijaństwa).

Z perspektywy czasu wydaje się oczywiste, że Jan Paweł II był „Wielki” nie dlatego, że był Papieżem. On był „Wielki” i dlatego Papieżem został. Z perspektywy beatyfikacji tego niezwykłego człowieka, największego Polaka, Papieża przełomu tysiącleci oraz najwyższego autorytetu cywilizacji Zachodu jest oczywiste, że był on święty za życia. Karol Wojtyła jako ksiądz, biskup, kardynał, wreszcie jako Papież – całą swą dziejową misję poświęcił obronie wiary, cywilizacji i wolności, przelał krew w obronie tych najwyższych wartości! Beatyfikacja Jana Pawła II odbyła się w Rzymie dokładnie w tym samym miejscu, gdzie 13 maja 1981 roku nastąpił straszny zamach. Nie ulega wątpliwości, że gdyby Jan Paweł II nie był Polakiem, do tego zamachu by nie doszło, tak jak wcześniej nie było zamachów na innych papieży.

Nikogo nie trzeba przekonywać o miłości Papieża do swojej Ojczyzny ziemskiej. Papież szczycił się zawsze tym, że jest Polakiem. W przemówieniu w UNESCO w Paryżu 2 czerwca 1980 roku mówił: „Jestem synem Narodu, który przetrzymał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielokrotnie sąsiedzi skazywali na śmierć – a on pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako Naród – nie w oparciu o jakiekolwiek inne środki fizycznej potęgi, ale tylko w oparciu o własną kulturę.”

Jan Paweł II uczył nas zdrowego patriotyzmu, który nie miał nic wspólnego z nacjonalizmem. Uczył nas prawdziwej miłości do Ojczyzny. Na początku drugiej pielgrzymki (16.06.1983) mówił na lotnisku w Warszawie: „Pierwszym słowem wypowiedzianym w milczeniu i na klęczkach był pocałunek tej ziemi, ojczystej ziemi. Pocałunek złożony na ziemi polskiej… to jakby pocałunek złożony na rękach matki – albowiem Ojczyzna jest naszą matką ziemską”.

Jakąż siłę miał Karol Wojtyła! Był niegdyś bardzo silny siłą fizyczną. Jako chłopak rąbał ciężkim młotem skały w kamieniołomach pod Krakowem. Potem już jako młody ksiądz, biskup wiosłował na spływach kajakowych, chodził z plecakiem po górach, jeździł na nartach.

Ale jego największą siłą była siła duchowa. Czerpał tę siłę charakteru ze swej wiedzy, rozumu, wiary, wielkiego patriotyzmu. To wszystko kumulowało się w Janie-Pawle II w wartości najwyższe nie tylko dla Polaków: Bóg - Honor - Ojczyzna. Tę siłę i odwagę do walki ze złem Ojciec święty przekazał nam wszystkim. Jest więc wspaniałym Patronem na nasze czasy.

Błogosławiony Janie Pawle II, módl się za nami.

Ks. Władysław Jadam.

Wyszukaj na stronie

Logowanie

Copyright © 2012. All Rights Reserved.